Święto Herbaty 2017

Po raz drugi miałam możli­wość uczest­ni­cze­nia w Święcie Herbaty — cyklicz­nej impre­zie (była to już 9. edycja) organi­zo­wa­nej na Wzgórzu Zamko­wym w Cieszy­nie. Tegoroczne Święto odbyło się 1 i 2 lipca. Przeży­łam je zupeł­nie inaczej niż ostat­nie, jednak wspaniała atmos­fera, jakiej doświad­czy­łam w zeszłym roku, jest chyba stałym elemen­tem tego festiwalu.

Podob­nie jak w zeszłym roku, do Cieszyna dotar­łam w piątek wieczo­rem, tak, aby od sobot­niego poranka móc uczest­ni­czyć w bardzo atrak­cyj­nym progra­mie. Po raz kolejny nie byłam w stanie zdecy­do­wać się, na czym mi najbar­dziej zależy. Niestety rok ciężkich ćwiczeń na biloka­cję nie przyniósł oczeki­wa­nych skutków, musia­łam wybie­rać. Od razu dodam, że cały misterny plan się nie powiódł. Wszystko za sprawą najistot­niej­szego herba­cia­nego czynnika, którego w zeszłym roku nie miałam okazji doświad­czyć w takim stopniu — ludzi.

Niby wszyst­kich się zna z inter­netu, ale nigdy nie było okazji z nikim poroz­ma­wiać. W ten weekend to się zmieniło. Spędzi­łam mnóstwo czasu rozma­wia­jąc z ludźmi przy dobrej herbacie.

Fotogra­fie posta­ram się przed­sta­wić chrono­lo­gicz­nie; w sobot­nie południe próbo­wa­łam cold brew z herbat przywie­zio­nych ze Sri Lanki przez Joannę Bożek.

 

Ten bezbarwny płyn w plasti­ko­wych kielisz­kach wygląda mało herba­cia­nie, musicie mi zaufać, że było to cold brew z białej herbaty, w dodatku bardzo dobre!

 

Po skosz­to­wa­niu herbat cejloń­skich na świeżym powie­trzu, poszłam na spotka­nie przy czarce gyokuro, które prowa­dził Tomaš Ruta. Herbatę piliśmy w rotun­dzie, w której było zdecy­do­wa­nie chłod­niej niż na zewnątrz. Dźwięk dzwon­ków i koncen­tra­cja na oddycha­niu pomogły się wyciszyć.

 

 

To zdjęcie zrobi­łam wycho­dząc, ponie­waż podczas dwudzie­sto­mi­nu­to­wego spotka­nia siedzie­li­śmy w półmroku, co tworzyło przyjemny nastrój.

 

Z kolej­nego punktu programu, który zaliczy­łam, nie mam zdjęć. Zasłu­cha­łam się w czasie słucha­nia relacji Piotra Mońki z podróży do Indii i Nepalu. Następ­nie udałam się na prezen­ta­cję Joanny Bożek o jej podróży za herbatą — Projekt: Sri Lanka.

 

 

Cieka­wostka ze Sri Lanki-„preclowo“ pozwi­jane listki herbaty

 

Zgodnie z planem, dokona­łam zakupu shibo­ri­da­shi. Przypadł mi do gustu komplet z czarką Andrzeja Bero, posia­da­jący wspaniałą, chropo­watą fakturę na czarnym szkli­wie. Shibo ma około 50 ml.

 

 

W niedzielę, po śniada­niu zjedzo­nym na Wzgórzu Zamko­wym, wybra­łam się na kolejną podróż­ni­czo-herba­cianą relację. Celem wyprawy Łukasza Burbo było tajlandz­kie miasteczko Mae Salong. Przywie­zione stamtąd herbaty zostały zaparzone do degusta­cji. Najcie­kaw­sza z nich była z dodat­kiem liści ryżu. Po zalaniu suszu wrząt­kiem, salę wypeł­nił inten­sywny aromat gotowa­nego ryżu. Sam napar też nim smako­wał, dało się również wyczuć aromat piecza­rek. Taka trochę zupa pieczar­kowa z ryżem.

 

 

Herbata z liśćmi ryżu

Mimo że w niedzielę było trochę deszczowo, nie przeszka­dzało to w czajo­wa­niu na świeżym powie­trzu. Ukryta pod paraso­lem mogłam spróbo­wać herbat nowoze­landz­kich parzo­nych przez Ewę Paluszkiewicz.

 

Liście Zealonga po zaparzeniu.

 

Kolejne czarki pysznej herbaty wypiłam podczas spotka­nia czajo­wej blogos­fery prowa­dzo­nego przez Annę Brożynę.

 

Drugi dzień Święta upłynął w bardzo przyjem­nej, nieco leniwej atmos­fe­rze ciągłego parze­nia herbaty i relaksu na kocyku. Ostat­nim punktem programu, na który się wybra­łam, była prezen­ta­cja Filmu o twórczej sile wszech­świata Ivana Sitsko.

Dziękuję bardzo wszyst­kim, których spotka­łam, z którymi mogłam poroz­ma­wiać i napić się herbaty! Ponow­nie zosta­łam nałado­wana ogromną dawką pozytyw­nej energii (oraz teiny). Serdecz­nie gratu­luję Organi­za­to­rom Święta Herbaty stworze­nia tej wspania­łej imprezy. Niecier­pli­wie czekam na 10. edycję!

 

Radosne czajo­wa­nie, dzień pierw­szy #swieto­her­baty #svatek­caje #teaad­dict #teafriends #cieszyn #swietoherbaty2017

A post shared by Mała Herba­ciarka (@mala_herbaciarka) on

 

2 thoughts on “Święto Herbaty 2017

  1. Wow, zdjęcie z Rotundy, to w półmroku, rozło­żyło mnie na łopatki. Śliczny klimat, miło powspo­mi­nać. Też mnie jeszcze czeka zanur­ko­wa­nie we wspomnie­nia z Cieszyna. Ale póki co trzeba domknąć Zaparzaj:)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *